Powrót.

Cholera, jest sierpień. Cały kwiecień, maj, czerwiec i lipiec to cisza nocna głębszych przemyśleń o potędzie podświadomości. Przestój ten, właściwie idealnie od dnia do dnia, odzwierciedla kiedy przestałem chcieć więcej wiedzieć o mocy podświadomości. Wpływ na to miała pewna kobieta, studia, alkohol i nowa praca. Powody te nie oznaczają jednak załamania mojej wiary w siłe podświadomości ponieważ przez cały ten czas starałem się żyć według rad Joseph’a Murphy’ego i bohaterów filmu “The Secret”. Z perspektywy tych minionych paru miesięcy mogę szczerze przyznać, że to działa. Dlaczego więc przestałem pogłębiać wiedzę na ten temat? Albowiem oprócz powodów, które wymieniłem czułem się już odpowiednio umotywowany i może nieco bałem się przeczytać o jedno zdanie za dużo, które mogłoby zachwiać potęgę mojej wiary. W poprzednim poście napisałem o tym czym mnie zirytował Murphy, pisząc o cudotwórczych możliwościach przyciągania czy też samej podświadomości.
I tak leciał dzień za dniem. Kobieta, raporty i egzaminy na studiach, imprezy i szukanie pracy. Pracę znalazłem, nawet rozmowa kwalifikacyjna z Panią rekrutatorką była w większości o Potędze Podświamości. Jestem z siebie zadowolony i całkiem dobrze mi się wiedzie.
Dzisiaj piszę, bo o Murphym, sekrecie i blogu przypomniała mi rozmowa z przebiegle inteligentą Katariną, która również czytała “potęgę” i wydaje się mieć bardzo podobne podejście do tej tematyki jak i ja.
W tym miejscu zmierzam do końca tego felietonu.
Jaki morał powinno się z niego wynieść? Czasami potrzeba małego kopniaka, który nas spionuje i pomoże wyjść na prostą. Warto powracać co jakiś czas do “potęgi” i naładować się nieco pozytywną mocą. Bo przecież to ma służyć nam.
Krótko i niezwięźle
-
Tomasz Kasprzyk
Sierpień 18, 2009 @ 2:53 pm
W pełni zgadzam się z ostatnim akapitem Twojego postu. Sama ostatnio powróciłam do “potęgi”.. Murphy otwiera oczy ludziom i skutecznie stara się ukierunkować nas na pozytywne myślenie.
Pozdrawiam.