Myśli.

Czytałem na zenforest fragment książki*, która porusza kwestie potęgi myśli odnośnie jej wpływu na nasz los. Mianowicie jak nasze myśli tworzą otaczającą nas rzeczywistość. Mówimy: “Ja to mam pecha. Znowu coś mi się przytrafiło.”, “To pechowy dzień”, “Ten dzień nie może skończyć się dobrze”, “Wstałem lewą nogą”, “Wszyscy dookoła są fałszywi”, “Czuję, że dostanę mandat”, “Na pewno pytania na egzaminie mi nie siądą”, “Nienawidzę swojej pracy”, “Jest kryzys“. Wystarczy przykładów.

Ostatnimi czasy stałem się bardzo czuły na takie powiedzonka. “Powiedzonka” to bardzo dobre określenie na tego typu narzekania, albowiem stały się dla ludzi standardowymi zwrotami, gdy coś zaburza ich nadzieje. Nawet nie tyle wtedy, gdy rzeczywiście coś się nie układa ale co gorsza także kiedy się budzimy, spotykamy pierwszą osobę na swojej drodze..

Spotykam znajomego:
- Siema! Co tam, jak tam?
- Aaa kicha, pogoda brzydka, poniedziałek, rachunki…

Znajomy tworzy za pomocą swoich myśli perfidny plan dnia. Nic mu się nie podoba teraz i już wie, że nic go dobrego w danym dniu nie spotka. No to jak już wie jak ma być to do tego dąży.

Pewnego dnia w pracy zająłem stanowisko obok nieznanego mi gościa. 6 godzin przy nim siedziałem i wysłuchiwałem niekończących się komentarzy co mu nie pasuję po każdym wykonanym telefonie. Czekał na połączenie z klientem i w między czasie mówił do mnie “Oddzwaniam do zdecydowanego klienta. Na pewno nie odbierze albo się rozmyśli” – klient nie odebrał. “Co za dzień, ja dzisiaj nic nie sprzedam!” – nie sprzedał , “To wina pracodawcy. Źle robią to, to i to“, “Kierownicy się obijają, a ja haruję…“, “Jestem przykładem, że wykształcenie się nie przydaje. Robie już drugi fakultet, wiedzę mam ogromną ale pracy nie ma. Bo jest kryzys. Na rozmowach kwalifikacyjnych wytykam pracodawcy błędy, bo on w ogóle nie ma teoretycznego pojęcia z tego co ja się nauczyłem na studiach“. Na koniec dnia pracy powiedział mi, że on się do takiej pracy nie nadaje, dzisiaj nic nie sprzedał i się denerwuję wszystkim.

Jak już wspomniałem, stałem się czuły na punkcie wygłaszania negatywnych zwrotów. Ile razy schodzę na piętro rodziców, mama krząta się w kuchni i gdy tylko mnie zobaczy, odrazu słyszę wiązanke jak to nie jest ciężko, źle, “O Boże… Mario przenajświętsza… Jak to na świecie…“. Westchnienia, pomruki. Ogląda programy w których opisywane są ludzkie tragedie, choroby, nędza i bida. Opowiada mi o tym wszystkim co zobaczy – same niesprawiedliwości. Intuicyjnie potrafie wyłączać słuch i ignorować wszystkie te słowa. Może nie jest to dobre ale nie zdobyłem w sobie jeszcze na tyle odwagi by wygarnąć własnej matce dlaczego bezsensowne i destrukcyjne jest takie myślenie. Chyba, żeby podsunąć jej “Potęgę podświadomości” ? Ha.

W tym momencie sam popełniam błąd bo coraz bardziej skupiam się na “dosłyszywaniu” negatywnych myśli w swoim środowisku. W głowie piętnuje takie osoby i próbuję odrzucać te negatywy choćby jednym pozytywem.
To znaczy “Mam pecha” - “Mam szczęście” , “Ludzie są fałszywi” – “Wszyscy mają dobre intencje”, “Znowu poniedziałek…” – “Poniedziałek daje początek dobrym perspektywom na cały tydzień”.

Może nawet zabawnie brzmi obalanie takich wewnętrznych obiekcji ale z czasem zaczyna to wyglądać inaczej. Bo myślę tylko tą jasną stroną. Nie przyciągam już do siebie tylu ciemnych myśli, nabywam nawyki pozytywów.

Z czasem dociera do mnie, że bez osobistego wkładu manna z nieba sama nie spadnie. Wpojenie pozytywnego myślenia wymaga pracy, czasu i poświęcenia. Ale to nie jest praca kojarzona z bólem, straconym czasem i ryzykiem niepowodzenia. Tu mam 100% pewności działania systemu. Wyniki są zauważalne natychmiastowo i to mnie napędza do dalszego działania. Działa to równie dobrze co u mnie, innych i u CIEBIE.

Wszystko to powyżej napisałem dążąc do mojej wątpliwości. Nazywa się lenistwo. Miałem tydzień wolnego. Upragnione dni leżenia w łóżku przez chorobę. Oglądanie filmów, odsypianie. Przewijała się myśl, że dobrze byłoby dla mnie, abym przeczytał coś nowego o pozytywnym myśleniu, zrobił coś dla siebie w tym kierunku, a włączałem po prostu kolejny film, bądź bezczynnie leżałem. Wtopiłem pare ważnych spraw nie cierpiących zwłoki. Kac moralniak dopadł i teraz o drugiej w nocy siedzę i piszę tę spowiedź. Nie ma to jak napiętnowanie samego siebie. Odpowiedzialności dopiero się uczę.

Ile tracę na sytuacjach, gdy nie wykorzystuję pozytywnego myślenia?

——-
Dochodzi do mnie co raz więcej głosów ludzi, którzy trafiają na tego bloga i podoba się im moje pióro. Cieszy mnie to, za co dziękuję i pozdrawiam.

* Mowa o książcę Louise L. Hay – Możesz uzdrowić swoje życie

Tomasz Kasprzyk

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.